RSS
niedziela, 08 stycznia 2012
Smutno mi.

Jest w życiu coś okropnego. To uczucie, kiedy wiesz, że coś nie wyszło i że nie potrafisz tego naprawić. Przekonanie, że w przyszłości nic nie osiągniesz i strach przed każdym kolejnym dniem, kiedy rano musisz użyć całej siły żeby w ogóle wyjść z łóżka. Nie chcę tak żyć, ale to wydaje się być stwierdzeniem oczywistego. Kto chciałby tak żyć? Najgorsze jest to, że jestem taka głupio słaba, że nie potrafię zmusić się do wyjścia z tej skorupy komfortu i znalezienia dobrych stron życia.

Czasem, kiedy ktoś mówi, że mnie zna i wie, że postąpiłabym w jakiś sposób chce mi się płakać. Płakać, bo wcale mnie nie zna i dlatego, że ma rację. Mam serdecznie dość tego wszystkiego i samej siebie. Słabej siebie. Chcę być normalna, chociaż przez jeden dzień. Poczuć sie inaczej i żyć. Żyć inaczej. Życie takie, jakie aktualnie prowadzę nawet nie zasługuje na to miano.

 

21:51, sleeplessy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 września 2011
Trzeci.

Kiedy miałam pięć lat, jesień kojarzyła mi się z jarzębiną i gorącą czekoladą. Teraz jesień to po prostu koniec czegoś dobrego. To początek wczesnego wstawania i późnego chodzenia do łóżka.

Wiem tylko, że nienawidzę wszystkich tych ludzi, którzy nie są tak nieszczęśliwi jak ja. Wszystkich pewnych siebie, często brzydkich dziewczyn, które zmieniają makijaż dwa razy dziennie, a facetów jeszcze częściej, nie wiem, po prostu nie wiem jak może zmywać i robić nowy makijaż w czasie długiej przerwy. Ja zwykłam siedzieć z książką i herbatą na schodach.

Dziwi mnie łatwość, z jaką przychodzi ludziom ignorowanie własnej przyszłości i liczenie na szczęście. Ja się przynajmniej przejmuję.

Albo, po prostu jestem za głupia, żeby cały weekend spędzić chodząc z jednego klubu do drugiego. Nie jestem pewna, czego się boję, ale boję sie za bardzo, żeby iść i stawić temu czoła.

Może najrozsądniejszym wyjściem byłoby się upić i przestać ciągle się pilnować. W końcu i tak coś mnie zabije. Czemu nie miałaby to być moja własna głupota?

Nie wiem, mam wrażenie, że to miejsce umarło, tak dla mnie, jak i dla świata. A ja nie jestem pewna, czy chce to ratować.



20:29, sleeplessy
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 maja 2011
2.

Niepodobny do niczego w moim życiu weekend, przejechany na pełnym gazie. Czwartek przeszedł w niedzielny wieczór nie interesując się błagającym o uwagę wycieńczeniem. Kiedy zdążyłam tak się zmęczyć nie wiem. Wiem tylko, że jestem teraz bardziej opalona i szczęśliwsza. Moje myśli są chaosem. Jestem niemal pewna, że chaosem wirującym, nie zwykłym.

Właśnie zdaję sobie sprawę, że przetrwałam już niemal rok od poprzednich wakacji i jak bardzo pragnę, żeby zaczęły się te nadchodzące. Chcę znaleźć w sobie odrobinę odwagi i zrobić wreszcie to, na co naprawdę mam ochotę. Nie będę żałować niczego, co zrobię.

Zamierzam mieć więcej zajęć i mniej czasu, co może wreszcie pozwoli mi wrócić do dawnego poziomu organizacji. Marzenia. Jest wpół do dwunastej, a ja nawet nie zaczęłam myśleć o jutrzejszym dniu. Gdzieś w środku mnie, coś skręca się i błaga, by wyjść na powierzchnie. Stracone poczucie obowiązku? Rozsądek? Te chyba dawno umarły niekarmione konstruktywnymi myślami.

Wielu rzeczy musze się nauczyć od nowa. Wielu rzeczy musze się nauczyć w ogóle. Powinnam zacząć podejmować ryzyko. Ale w tej chwili nie umiem. Teraz potrafię uciekać i idzie mi to coraz lepiej. Zostawiam za sobą życie i tonę. Tonę w czymś, co kiedyś było straszną, lepką i duszącą masą, a teraz zmienia się w chmury kolorowego dymu.

Czy barwna mgła ukrywa bezdenną przepaść?

 



23:44, sleeplessy
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 grudnia 2010
?

To trochę, jak stanie pod prysznicem w chwili, kiedy nagle kończy się ciepła woda. A Ty nie możesz zakręcić kranu, ani uciec z łazienki, więc stoisz tam i zamarzasz, czekając na cud.

I, wiesz, nagle zdajesz sobie sprawę, że tego cudu nie będzie, a jedyne co możesz zrobić to usiąść i przyzwyczaić się do temperatury, albo rozpaść na drobne kawałki.

Nie, nie dokucza mi zima, to wszystko stało się gdzieś tu, w środku.

 

Uroczyście przysięgam zacząć zachowywać się jak normalny człowiek i napisać chociaż jedną prawdziwą notkę w tym roku. Chociaż w sumie. Kto by się przejmował?

 

Edycja: Dobrze, cofam. Nie napiszę nic normalnego, bo nie czuję sie normalnie. Cóż... życie.

00:22, sleeplessy
Link Dodaj komentarz »
środa, 24 listopada 2010
Dwa

Pięć dni w Mieście Marzeń...

I love my life!

22:40, sleeplessy
Link Komentarze (2) »
czwartek, 04 listopada 2010
Jeden i pół

Sytuacja zaczyna się robić napięta. Gdzieś po drodze straciłam kontrolę nad pojazdem zwanym życiem. Jeżeli przez następny miesiąc na zwariuję/ nie wścieknę się, to będę bardzo szczęśliwa.

Wszyscy wokół zachowują sie jakby żyli za karę i im częściej o tym myślę, tym bardziej zaczynam się do nich upodabniać.

Wszystko mnie drażni. Nie potrafię zebrać myśli i złożyć jednego poprawnego zdania. Wszystkie pomysły i okazje przeciekają mi przez palce.

Ale jestem dobrej myśli. Problem ekonomiczno-finansowy zawsze rozwiązuje się sam, a tydzień wakacji pod koniec listopada uratuje mi życie.

I nie lubię łączyć jednej mnie z drugą mną, bo do siebie nie pasujemy.

20:41, sleeplessy
Link Komentarze (1) »
sobota, 30 października 2010
Jeden

Zmarnowałam kolejne pół roku wyznaczając sobie kolejne niemożliwe do zrealizowania cele. Znowu żyję snami, urywkami lepszych żyć. Bo tak jest łatwiej, prawdziwe życie jest niebezpieczne. Niebezpieczne jak ktoś w Twoim płaszczu idący ulicą, tuż przede mną. Jak chęć złapania go za ramię i wypowiedzenia tych wszystkich słów, z nadzieją, że to będziesz Ty. Jak zaciskanie powiek, kiedy autobus mija przystanek, na którym możesz stać. Niebezpieczne jak shuffle mode w odtwarzaczu muzyki. I jak uczucie, jakby ktoś kopnął mnie w brzuch, pojawiające się wraz z pierwszą nutą tamtej piosenki.

Nienawiść do samej siebie, bo nigdy nie potrafiłam się zmienić, bo wiem, że już zawsze pozostanę tak samo sobą.

Bo wiesz, mówią, że robiąc byle co, stajesz się byle kim.

Czy to…

To znaczy, że jestem…

Kim właściwie jestem?

19:49, sleeplessy
Link Komentarze (2) »